Menu

bbc-lifestyle

O kanale BBC Lifestyle

Inspirujące pomysły na życie

BBC Lifestyle to unikalna propozycja dla widzów, którzy szukają inspiracji w domu, rodzinie i życiu. To wspaniały przewodnik dla osób, które chcą czerpać z życia to, co najlepsze. Nasi prezenterzy z pasją i oddaniem podejmują się niekonwencjonalnych wyzwań i tworzą programy tryskające energią i optymizmem.

Zabieramy widzów w kulinarną podróż dookoła świata, zmieniamy domy w rezydencje marzeń, a naszym widzom doradzamy, jak lepiej wyglądać, by czuć się wspaniale na co dzień.

Inspirujące osobowości

Rachel Khoo

Niezwykłe połączenie tradycji kulinarnych w rodzinie Rachel miało ogromny wpływ na jej kuchenne upodobania i podejście do gotowania. Urodziła się w 1980 r. w dzielnicy Croydon, w południowej części Londynu; jej ojciec był Chińczykiem mieszkającym wcześniej w Malezji, matka – Austriaczką.

Rachel zrobiła licencjat z projektowania graficznego na znakomitej londyńskiej uczelni Central Saint Martins College of Art and Design, a po studiach pracowała w dziale PR i e-marketingu luksusowej marki odzieżowej. W końcu jednak jej kulinarne pasje zawiodły ją do Paryża, gdzie uczyła się w słynnej Le Cordon Bleu i zdobyła dyplom w dziedzinie cukiernictwa.

Swoje niezwykłe umiejętności z powodzeniem wykorzystywała w księgarni kulinarnej i herbaciarni La Cocotte, gdzie przyrządzała znakomite słodycze i przygotowywała catering na imprezy promocyjne książek kucharskich. W tym samym czasie prowadziła także własne kursy gotowania. Sukces w La Cocotte zaowocował różnego rodzaju projektami kulinarnymi na całym świecie – jej kursy kreatywnego gotowania odbywają się w tak różnorodnych miejscach, jak Londyn, Paryż, Berlin, Mediolan, Melbourne, Sydney czy Buenos Aires.

Pierwszy program telewizyjny Rachel „Mała paryska kuchnia” można było oglądać w Wielkiej Brytanii na antenie BBC2 i za granicą na międzynarodowym kanale BBC Lifestyle. Seria cieszyła się wielkim uznaniem krytyków.

Rachel jest autorką felietonów kulinarnych i przepisów, którymi dzieli się co tydzień z czytelnikami „ES Magazine”, dodatku do dziennika „Evening Standard”. Pisze także książki o kuchni. Dwa tytuły, „Barres à céréales, Granola et Muesli faites maison” i „Pâtes à tartiner”, ukazały się nakładem wydawnictwa Marabout. Trzecia książka – pierwsza napisana w języku angielskim – to „Mała paryska kuchnia”, którą opublikowało wydawnictwo Penguin w 2012 r. (wydanie polskie – wyd. Albatros, 2013). Czwarta, „Little French Kitchen”, ukazała się jesienią 2013 r..

W Wielkiej Brytanii „Mała paryska kuchnia” przez trzy tygodnie była najlepiej sprzedającą się książką, a przez dziesięć tygodni utrzymywała się w pierwszej piątce bestsellerów. Poza polskim ukazały się także przekłady na niderlandzki, francuski, włoski, duński, rosyjski i norweski. W 2013 r. książka została wydana w USA, gdzie także spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Jeszcze w tym roku pojawi się także w księgarniach w Brazylii, na Łotwie i Tajwanie.

Najnowszy program telewizyjny Rachel został wyemitowany przez kanały BBC na całym świecie wiosną 2014 r. Seria „Kulinarne inspiracje Rachel Khoo: Miasta świata” to propozycja wyprawy do miejsc takich jak Stambuł, Sztokholm, Nicea czy Barcelona. Rachel odkrywa najnowsze kulinarne trendy popularne w Europie i nie tylko, a z podróży przywozi ze sobą wyjątkowe przepisy, nowe smaki i składniki, które łączy w swojej londyńskiej kuchni, gotując dla przyjaciół.

Gordon Ramsay

O włos od kariery piłkarskiej

W młodości Ramsay chciał zostać piłkarzem. Na początku lat 80. brał udział w selekcji do zespołu Glasgow Rangers, ale z powodu urazów kolana i pleców nie dostał się ani do pierwszego zespołu, ani na ławkę rezerwowych. Gdy rozwiały się marzenia o karierze na boisku, Ramsay zapisał się na kurs zarządzania hotelami, wykonując pierwszy krok w kierunku przyszłej kariery kulinarnej wielkiego formatu. Ta strata dla futbolu przyniosła światu gastronomii ogromny zysk.

Odnowiony Gordon

Mimo że poorana zmarszczkami twarz dobrze mu służy (w ankiecie z 2008 roku uznano go za najseksowniejszego kucharza-celebrytę), w marcu 2010 roku Gordon przyznał się do zabiegów kosmetycznych mających podnieść atrakcyjność jego wizerunku. Gdy w obliczu sukcesu w ceniącej dobry wygląd Ameryce znany juror programów muzycznych Simon Cowell doradził mu trochę poprawek, Gordon wypełnił sobie głębokie linie na podbródku. “To były dość przeraźliwe zmarszczki. Nigdy się nimi nie przejmowałem, ale przez dzieci zacząłem mieć lekką paranoję,” śmiał się Gordon, wspominając, jak któregoś ranka obudził się, kiedy poczuł, że córka próbuje wcisnąć w nie funtowe monety.

007 Ramsay

Można śmiało powiedzieć, że Gordon dla swojej sztuki jest gotów podejmować wielkie ryzyko. W 2008 roku w czasie kręcenia scen o polowaniu na maskonury do serialu dokumentalnego “Ku... jak kucharz” wspinał się na niebezpieczny 85-metrowy klif na jednej z wysp Westman na Islandii. W pewnym momencie stracił podparcie i runął do lodowatej wody u stóp klifu. Pozostawał pod wodą przez 45 sekund, obciążony ekwipunkiem turystycznym, a ekipa telewizyjna obawiała się, że zginął. “Myślałem, że już po mnie. Spanikowałem. Do płuc wdzierała mi się woda, a ja tylko myślałem o Tanie [żonie] i dzieciach. Gdy pozbyłem się butów i wypłynąłem na powierzchnię, byłem kompletnie oszołomiony i odrętwiały” - wspomina Ramsay. Z tej wyprawy przywiózł też pamiątkę - szwy po ataku maskonura.

Niezbyt pożądane tytuły

Ramsay jest powszechnie znany jako kucharz-tyran z niewyparzonym językiem (w 2009 roku podczas 40 minut programu “Wielki kuchenny koszmar” użył słowa na “k” dokładnie 115 razy). Jest stałym gościem na najrozmaitszych listach osobistości o niepohamowanym temperamencie. Na przykład w 2006 roku w magazynie Radio Times trafił na pierwsze miejsce w ankiecie na najstraszniejszego celebrytę, wyprzedzając siejącą postrach Anne Robinson, która prowadziła brytyjską edycję “Najsłabszego ogniwa”. W 2009 roku czytelnicy amerykańskiego magazynu TV Guide uznali Gordona za jednego z najgorszych szefów na ekranie, umieszczając go w towarzystwie takich postaci, jak bezduszny Pan Burns z “Simpsonów”.

Mniej przekleństw... ewentualnie

W 2010 roku Gordon obwieścił, że jego image niegrzecznego chłopaka powoli się wyczerpuje: “Nadszedł taki czas, że w wieku 43 lat poczułem zmęczenie rolą agresywnego kucharza z nieposkromionym językiem”. Ale bez obaw - nie ma zamiaru szafować uprzejmościami ani tracić swojej zabawnej szorstkości. “Nigdy nie zależało mi na miłości brytyjskich emerytek. Nie planuję radykalnych zmian. Nie zamierzam włożyć szalika i wełnianej czapki i składać wizyt w Instytutach Kobiet, doradzając, jak ulepszyć przepis na biszkopt z kremem czy pudding z rodzynkami” - dodał przekornie Gordon.

Wymarzona kolacja

Gdyby Gordon miał wydać idealną kolację, zaprosiłby na nią swoją żonę Tanę, siostrę Dianne i matkę Helen. Przy stole Ramsayów zasiadłby także brytyjski prezenter radiowy Chris Moyles (“Jest gwarancją świetnej zabawy”) i legenda futbolu - Pele (“Wniósł niesamowicie wiele do sportu, a do tego mógłby mi poradzić, jak bronić się przed moim synem Jackiem, który strzela mi gola za golem!”). Na liście gości znaleźliby się też Victoria i David Beckham (blisko zaprzyjaźnieni z rodziną Ramsayów; Gordon ma w pokoju gier oprawioną w ramki koszulkę zespołu Los Angeles Galaxy z dedykacją od Davida Beckhama dla “najlepszego pie... kucharza na świecie”). Pozostając w żartobliwej tonacji, Gordon zaprosiłby również innego znanego kucharza, Antony’ego Worralla Thompsona, któremu przydzieliłby zmywanie, bo “w życiu nie pozwoliłbym mu gotować!”.

Gwiazdki sławy

Od stycznia 2010 roku flagowa restauracja Ramsaya w londyńskiej dzielnicy Chelsea jest jedną z czterech zaledwie restauracji w Wielkiej Brytanii i Irlandii odznaczonych trzema gwiazdkami przez przewodnik Michelina (jest w posiadaniu trzech gwiazdek od 2001 roku).

Parujący protest

Ramsay nie boi się przekraczać granic w kuchni, czym zdążył już wywołać spore kontrowersje. W jednym z odcinków “Ku... jak kucharz” w 2007 roku Gordon i jego gość - znana prezenterka telewizyjna Janet Street-Porter - dowodzili, że konina zasługuje na bardziej znaczące miejsce w diecie Brytyjczyków, co wywołało pewne oburzenie i trafiło do nagłówków gazet. W odpowiedzi broniąca praw zwierząt organizacja PETA wysypała górę końskich odchodów przed należącą do Ramsaya restauracją w hotelu Claridge w centralnym Londynie. “To nie była zwykła sterta końskiego g..., tego było pięć ton! Całą dzielnicę Mayfair trzeba było zamknąć” - wspominał Ramsay. “W wielkiej Brytanii jesteśmy dość wrażliwi na sprawy zwierząt i nie uświadamiamy sobie, że na przykład we Francji jada się koninę. To bardzo chude mięso przypominające dziczyznę, jest prawie jak dojrzała wołowina, niemalże jak jelenina”.

Rajskie przysmaki

Gdyby Gordon miał zaplanować ostatnią w życiu kolację, by umrzeć szczęśliwym, to nakryłby stół dla swojej rodziny na wyspie Reethi Rah na Malediwach i zaserwował dania godne przewodnika Michelina. “Zacząłbym od złotego kawioru z białego jesiotra podanego z miseczką zimnego jak lód pomidorowego consomme. Potem pyszny filet z wołowiny Aberdeen Angus, nadziewany czarnymi truflami Perigord, do tego puree ziemniaczane wg przepisu Joela Robuchona, z tartymi białymi truflami z Alby. A na deser - czekoladowa pomada z mlecznymi lodami” - fantazjował Gordon, dodając, że podczas kolacji podałby butelki markowego Dom Perignon oraz wina Cheval Blanc rocznik 1966 i Chateau d'Yquem rocznik 1898. Niewątpliwie ostatnia uczta godna króla kuchni.

Rozmaitości

Ramsay ma 188 cm wzrostu i tytuł Oficera Orderu Imperium Brytyjskiego (otrzymał go w 2006 roku), a także rozmiar buta 50 (obuwie na zamówienie to konieczność). Poza tym należy do stanowiących około 10 procent populacji osób leworęcznych, nie znosi podskubywać warzyw o wdzięcznej nazwie okra, ma czarny pas w karate i utrzymuje się obecnie w formie dzięki kick-boxingowi.

Rick Stein

Gastronomiczną karierę weterana Ricka Steina rozpoczęło otwarcie w 1975 roku The Seafood Restaurant w miasteczku Padstow w Kornwalii. Szeroka publiczność poznała go w 1985 roku, gdy wystąpił jako prawa ręka świętej pamięci Keitha Floyda w programie Floyd on Fish.

Jego kulinarne imperium obejmuje obecnie cztery restauracje, delikatesy, cukiernię, szkołę gastronomiczną, sześć hoteli i pensjonatów liczących w sumie czterdzieści pokoi, pub oraz lokal z tradycyjną rybą z frytkami. Jeśli jest coś, czego Rick nie wie o owocach morza, to pewnie nie warto tego wiedzieć!

Najpierw Chris, potem Rick

Po urodzeniu Rickowi dano na imię Christopher, ale z biegiem czasu wszyscy zaczęli zwracać się do niego, używając skróconej wersji jego drugiego imienia – Richard.

Od lisów do ryb

Jako dziecko Rick najbardziej chciał zostać… łapaczem lisów, ale na szczęście jego upodobanie do ryb skierowało go na ścieżkę kariery gastronomicznej, na której zbiera pochwały zarówno od klientów, jak i innych mistrzów patelni. – Rick Stein to wielki filozof. Naprawdę lubię jego programy, bo nie ma w nich pajacowania z młynkiem do pieprzu. Jest cudotwórcą, jeśli chodzi o angielskie podejście do potraw z ryb – podkreślił z entuzjazmem Gordon Ramsay.

Król Padstow

Rick urodził się i wychował w brytyjskim hrabstwie Oxfordshire, ale powszechnie uważa się go za króla Padstow. Jego upodobanie do tego malowniczego kornwalijskiego miasteczka rybackiego sięga wakacji w dzieciństwie. Zdecydował się tam osiąść w latach siedemdziesiątych. Od tego czasu stał się gwiazdą telewizyjną i stworzył gastronomiczne imperium, na które składają się: restauracja rybna The Seafood Restaurant, pub The Cornish Arms, bistro, kawiarnia, sklep z pamiątkami, szkoła gastronomiczna, delikatesy i dwa punkty sprzedające tradycyjną rybę z frytkami. Dzięki tym wysiłkom do miasteczka zaczęli napływać turyści, co ożywiło gospodarkę i sprawiło, że Rick jest teraz lokalnym bohaterem, a samo Padstow zyskało w mediach nazwę „Padstein”.

Klub Stein

Początki biznesowej kariery Ricka w Padstow były dość nietypowe: został on bowiem właścicielem klubu nocnego. Jego lokal został jednak zamknięty przez policję ze względu na częste bójki, do których dochodziło między bawiącymi się tam rybakami. Rick zdecydował wtedy przekształcić część lokalu pierwsze wcielenie swojej restauracji The Seafood Restaurant. Ironią losu jest to, że obecnie ci sami rybacy, którzy kiedyś doprowadzili do zamknięcia klubu, należą obecnie do jego najbardziej zaufanych dostawców i najlepszych przyjaciół.

Szalone prezenty

Przez wszystkie lata Rick otrzymał całkiem sporo szalonych próśb od fanów. Jeden wielbiciel (płci męskiej) przysłał mu kiedyś pocztą ciasteczko i poprosił o odesłanie pustego papierka. – Cóż, zrobiłem to. Byłoby niegrzecznie zignorować czyjąś prośbę – przyznał cechujący się nienagannymi manierami pan Stein.

Przepis na najlepszą rybę

Rick uważa, że sekret potraw z ryb tkwi w tym, aby podczas ich przygotowania unikać skomplikowanych technik kulinarnych i skupić się na prostych smakach. Taką dewizą kieruje się, przygotowując swoją ulubioną rybną kolację. – Biorę filet z ryby morskiej, takiej jak lucjan czerwony, zostawiam skórę, posypuję odrobiną polenty, soli i pieprzu i delikatnie smażę w odrobinie oliwy z oliwek. Przygotowuję też sałatkę, którą dekoruję talerze – trochę sałaty, kilka pokrojonych w cienkie plasterki pomidorków koktajlowych, bazylia, awokado. Sos do sałatki robię z czterech łyżek oliwy z oliwek, jednej łyżki octu winnego oraz sporej szczypty soli i cukru – zdradza Rick. Oto jak prosto można przygotować mistrzowski posiłek.

Dostojni goście

W swoim życiu Rick miał okazję uczestniczyć w przygotowaniach różnych ważnych uroczystości. Na złoty jubileusz królowej Elżbiety przygotował dla niej, księcia Filipa i byłych brytyjskich premierów delikatną potrawę z turbota w sosie holenderskim. Dwukrotnie gotował dla Tony’ego Blaira, gdy ten był premierem, oraz raz dla ówczesnego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca. Zapytany, dla jakich innych sławnych osobistości chciałby kiedyś gotować, Rick odpowiada, że najchętniej nakarmiłby swoich ulubionych reżyserów filmowych. – Chciałbym kiedyś gotować w autobusie na planie filmowym. To musi być niesamowite. Reżyserem mógłby być Martin Scorsese albo Ken Russell. Oni bez ogródek powiedzieliby, co sądzą o moich potrawach. Są wyszczekani, ale potrafią docenić jakość – śmieje się Stein.

Michel Roux Jr

Nagrodzony dwiema gwiazdkami Michelina mistrz kuchni jest dobrze znany widzom BBC Lifestyle jako juror 
w pięciu seriach MasterChef: Zawodowcy, prowadził także własny program Michel Roux’s Service, w którym przemieniał grupę nowicjuszy w doskonałych kelnerów i sommelierów.

Michel jest wielokrotnie nagradzanym szefem kuchni i właścicielem restauracji. Powszechnie uważany jest za jednego z najlepszych specjalistów w branży gastronomicznej. Przeczytajcie, jak odpowiadał na pytania BBC Lifestyle:

Twoje pierwsze wspomnienie związanym z jedzeniem to...

Zapach karmelu! To pierwsze, co pamiętam – ojca karmelizującego cukier i przygotowującego się do konkursów cukierniczych.

Czy zawsze chciałeś być kucharzem?

Zawsze. Nie przypominam sobie, żebym chciał robić cokolwiek innego w życiu.

Gdybyś miał wybrać inny zawód, to jaki i dlaczego?

Cokolwiek związanego z jedzeniem lub restauracją – to wszystko, czego potrzeba mi do szczęścia.

Jak to jest dorastać mając za ojca i wuja znanych kucharzy?

To oznacza mnóstwo dobrego jedzenia!

Co podajesz rodzinie i przyjaciołom?

Rodzinie i przyjaciołom serwuję proste, lecz starannie przygotowane potrawy. Często wystarczy jedno danie z sezonowych produktów lokalnych, by sprawić innym przyjemność i zrobić dobre wrażenie.

Jakieś kulinarne przyjemności, które budzą wyrzuty sumienia?

Mam słabość do czekolady. Ale nie tej taniej - musi mieć co najmniej 68% kakao.

Jak zareagował ojciec, gdy postanowiłeś pójść w jego ślady i zostać kucharzem?

Stwierdzić, że był bardzo zadowolony to mało powiedziane!

Jakie jest najbardziej popularne danie w twojej restauracji?

Chyba suflet serowy. A jest w karcie od 46 lat!

Jakie książki poleciłbyś miłośnikom dobrego jedzenia?

Jeśli chodzi o przepisy kulinarne, to warto zacząć od książek sygnowanych nazwiskiem Roux. Jeden z moich ulubionych tytułów związanych z kuchnią to Dzieje soli Marka Kurlansky’ego, który napisał też książkę o dorszu – obie są fantastyczne.

Ty Pennington

Ty Pennington to amerykański prezenter telewizyjny, artysta i stolarz.

Urodził się w 1964 w Atlancie w stanie Georgia jako Gary Tyger Burton, ale wkrótce został wraz z bratem Wynnem adoptowany i dostał nazwisko ojczyma - Pennington.

Już w młodym wieku objawiły się u niego talent i pasja do budowania domów. Jego pierwszym dziełem był trzypoziomowy domek na drzewie w ogródku z tyłu domu rodzinnego w Atlancie. Oczywiście Ty zachęcił do pomocy dzieci z sąsiedztwa, w zamian za pracę i przyniesienie z domu narzędzi rodziców oferując im trzy ze swoich starych książek z komiksami.

Pierwszy rozgłos zyskał jako model. Po drodze zagrał też kilka niewielkich ról, a w 1995 roku pracował przy tworzeniu scenografii do chwalonego przez krytykę filmu Zostawić Las Vegas. Ale najbardziej znany jest z programu telewizyjnego Domy: Ekstremalne metamorfozy.

Uwielbia muzykę country. Na scenie występuje pod pseudonimem Barney, wykonując hity rozmaitych gatunków muzycznych, od country po hip-hop.

Gdy miał 17 lat, zdiagnozowano u niego ADHD. Jest wielkim zwolennikiem leczenia tego zaburzenia, wspiera liczne projekty charytatywne i otwarcie mówi o swojej walce z ADHD.

Bill Granger

Czemu postanowiłeś zostać kucharzem?

Samo tak wyszło. Naprawdę. Zawsze uwielbiałem gotowanie i emocjonalne i społeczne aspekty przygotowywania jedzenia dla ludzi. To jest dla mnie ostateczny rezultat - nie chodzi tylko o gotowanie, ale o efekt końcowy. Gdy miałem 19 lat i studiowałem na uniwersytecie, zatrudniłem się jako kelner w kawiarni. Uwielbiałem pracę w restauracji i przynoszenie jedzenia ludziom, którzy przyszli tam miło spędzić czas. Właściciel kawiarni przyszedł kiedyś do mnie wieczorem na kolację, którą przygotowałem i zapytał, czy nie chciałbym przez kilka wieczorów w tygodniu pomagać w kuchni. Skończyło się na tym, że przez kilka wieczorów w tygodniu wynajmowałem kawiarnię. I tak to się zaczęło. To był naprawdę przypadek. Zaczynałem jako pełen dobrych chęci kucharz domowy, który naprawdę lubił gotować.

Jak kucharz z Australii może wejść w tę branżę w Wielkiej Brytanii, gdzie panuje duża konkurencja?

Australijczycy mają inne podejście, a takie miasto, jak Londyn jest wystarczająco duże, żeby znalazło się w nim miejsce na wszystko. W Londynie można spotkać kuchnie regionalne z dowolnego kraju, więc trzeba po prostu myśleć o Australii jako jeszcze jednym regionie świata. W Australii podchodzimy do jedzenia w bardzo zrelaksowany sposób. Oferujemy dobre jakościowo, proste jedzenie zarówno w zrelaksowanych okolicznościach, jak i w kawiarni. Są też tacy, jak Brett Graham i jego restauracja The Ledbury, zaraz za rogiem ode mnie w Notting Hill - on przygotowuje zupełnie wyjątkowe, wyrafinowane potrawy. Od kawiarni Flat White po Ledbury - wybór lokali z australijską kuchnią jest tu ogromny.

Jeśli dobrze rozumiem, najpierw studiowałeś sztukę, a kuchnia pojawiła się przypadkiem. Jak teraz uważasz - gotowanie to sztuka czy rzemiosło?

Z pewnością rzemiosło, zwłaszcza gotowanie dla kogoś innego. Sztukę robi się dla siebie. Lubię proces gotowania, ale to nie jest sztuka. To wyuczone rzemiosło.

Jak albo według jakich zasad wybierasz do programu dania lub miejsca do odwiedzenia?

Chodziło o to, co mam ochotę zjeść. Całe jedzenie, jakie przygotowuję, wynika z prostego faktu, że odczuwam głód. A ja lubię jeść, lubię restauracje i jedzenie. Wybierałem potrawy, które uwielbiam jeść.

Czy jest jakiś składnik, którego nie znosisz? A jaki jest według ciebie w kuchni niezbędny?

Ani trochę nie przepadam za keczupem. Szczególnie, gdy ludzie dodają go do wszystkiego. Ale dzieci go lubią, więc jako dobry rodzic z klasy średniej pozwalam im na butelkę organicznego keczupu. Drugą rzeczą, której nie lubię, jest wątróbka. Nie ma dla niej miejsca w mojej kuchni. Jako miłośnik jedzenia powinienem ją lubić, ale ten lekko metaliczny posmak niemalże wywołuje u mnie odruch wymiotny. Jeśli chodzi o niezbędne składniki, to cytrusy (limetki lub cytryny), ocet, sól, chilli, czosnek, wszystkie te podstawowe przyprawy.

Jaki jest sekret pisania świetnych książek kucharskich?

Wciąż staram się go odkryć! Ale książki kucharskie są po co innego. Staram się pisać takie, które nie tylko dostarczają inspiracji, ale są też praktyczne. Niektóre książki są jak podróż, w którą się udajemy, jednak możemy nigdy nie korzystać z nich przy gotowaniu. To miłe, ale ja staram się pisać książki, które zmieniają coś w życiu codziennym ludzi i których regularnie używa się do gotowania. Gdy piszę przepisy, to lubię je redagować; uważam się za dobrego redaktora. Tak wiele przepisów już inni podawali, a ja staram się przetworzyć je po swojemu, przeredagować, skrócić czas przygotowywania i dodać smaku.

Czy byłeś w Ameryce Łacińskiej? Jakie jest twoje ulubione danie z tego regionu?

Uwielbiam salsy. Kiedy byliśmy na wakacjach w Meksyku, codziennie jedliśmy inną, i każda była nowym doświadczeniem. Wiele z dań mięsnych i rybnych, które przygotowuję, jest tak proste, że wspaniale pasuje do nich zdumiewająco wiele rodzajów salsy. W meksykańskiej kuchni lubię churros, a w peruwiańskiej - ceviche. W tym serialu przygotowuję świetne ceviche z krewetkami.

Gdybyś miał przygotować dobry posiłek w 30 minut, co byś wybrał?

O to chodzi, że rzadko gotuję coś dwa razy! Może proste pad thai albo risotto z owocami morza, jeśli miałbym ochotę na coś nieco bardziej wystawnego, a może po prostu łosoś z patelni z surówką z kapusty.

Jaką dałbyś radę osobie zainteresowanej gotowaniem?

Rób to - po prostu gotuj jak najwięcej. Gotowanie to umiejętność, której można się nauczyć, więc im więcej się ćwiczy, tym jest się w tym lepszym. Gotowanie to nawyk, który łatwo stracić. Jeśli wyjeżdżam na wakacje w hotelu, po powrocie do domu potrzebuję jednego-dwóch dni, żeby rozkręcić się w kuchni.

Co jest twoim popisowym daniem?

Moje dzieci powiedziałyby, że ciastka z ricottą na ciepło, które pojawiają się w programie - uwielbiają je. A także curry z kurczakiem i trawą cytrynową, które mamy w serialu - to też dzieci uwielbiają. To bardzo proste danie, rodzina przepada za nim, jest regularnym punktem menu w mojej kuchni.

Jaka była twoja największa katastrofa kuchenna?

Kiedyś kupiłem bardzo drogie brytyjskie steki i położyłem je na blacie, żeby miały idealną do przyrządzania temperaturę pokojową. Byłem bardzo szczęśliwy, choć kosztowały małą fortunę. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi, więc poszedłem otworzyć. To wystarczyło, żeby mój pies Skippy zdążył ściągnąć je z blatu i zjeść.

Kiedy zorientowałeś się, że chcesz być kucharzem?

Kiedy byłem na studiach i pracowałem w restauracji. Zakochałem się we współpracy, jakiej wymaga jedzenie. Miałem korzenie artystyczne, więc podobało mi się twórcze spełnienie, ale dopiero gotowanie dla innych ludzi i uszczęśliwianie ich przyniosło mi prawdziwą przyjemność. Dlatego to robię.

W jaki sposób jesteś na bieżąco z nowymi trendami?

Jem! Jem poza domem. Mam najwspanialszy zawód na świecie - moje przygotowania do pracy to jadanie poza domem i podróżowanie. To trzeba robić. Ludzie ciągle zmieniają swoje upodobania kulinarne. To, co dziś jadają regularnie rodziny, jest zupełnie różne od posiłków dziesięć lat temu. Jeszcze nigdy jedzenie i to, co jemy nie zmieniało się tak szybko na Zachodzie, w krajach anglosaskich.

Jakie danie według ciebie najtrudniej jest przygotować?

Nie wiem! Nie gotuję takich dań. Przyrządzam tylko proste potrawy.

Czego chciałbyś się nauczyć albo co udoskonalić?

Chciałbym umieć piec porządny, dobry chleb.

Czy byłeś w Polsce lub próbowałeś polskiego jedzenia?

Nie byłem w Polsce, ale próbowałem polskiego jedzenia. W mojej restauracji mam polskiego kucharza imieniem Lucas, który czasem przygotowuje coś w restauracji i obiecuje, że zaprosi mnie na obiad. Ale jak większość zawodowych kucharzy, gdy kończy zmianę, ta ochota mu przechodzi, więc ciągle czekam na to zaproszenie.

Jaka jest twoim zdaniem największa różnica między kuchnią australijską a brytyjską?

Anglicy mieli tradycję dobrego jedzenia, ale po drugiej wojnie światowej trochę zanikła. Australijskie jedzenie przez dużą część naszej historii było jedzeniem brytyjskim i dopiero teraz rozwija swój własny, niepowtarzalny charakter, co daje nam większą swobodę w wybieraniu inspiracji. Australia czerpie więcej ze smaków Azji Południowo-Wschodniej, a Londyn bardziej z kuchni indyjskiej i europejskiej. I oczywiście klimat robi dużą różnicę.

Gdybyś miał wybrać trzy typowe australijskie składniki, co by to było?

Na pewno jakiś rodzaj mięsa - jesteśmy miłośnikami mięsa. Chilli - Australijczycy uwielbiają jedzenie z pikantną nutą. I mango.

A jakie według ciebie mogłyby być trzy typowe brytyjskie składniki?

Truskawki - gdy myślę o typowym brytyjskim jedzeniu, przychodzą mi na myśl truskawki ze śmietaną. To chyba najlepsze truskawki na świecie. Nabiał - śmietany, masła, sery. I walijska jagnięcina.

Gdy podczas filmowania Kuchnia Billa: Notting Hill byłeś w Szwecji, jakie szwedzkie danie najbardziej ci zasmakowało?

Jestem wielkim fanem pieczenia, więc pieczywo, a zwłaszcza bułeczki z kardamonem, które jadłem w małej kawiarni. W następnym życiu chciałbym wyszkolić się na szwedzkiego piekarza. Nie przepadam tak bardzo za francuskimi czy włoskimi wypiekami, ale uwielbiam ciężkie chleby z różnymi ziarnami, słodkimi nutami i przyprawami. I marynowany łosoś - mógłbym do końca życia jeść chleb z nim. No i jeszcze aquavit!

Jakie szwedzkie danie wydaje ci się najbardziej osobliwe / niezbyt smaczne / bardzo dziwne?

Żadne. W szwedzkim jedzeniu wspaniałe jest to, że wszystko jest takie czyste; ma się wrażenie, że dotykało ziemi. Jest w nim jakaś nuta ziemi, nuta zdrowia. Chociaż nie jadłem renifera, a chciałbym spróbować - to trochę tak, jak u nas w Australii jedzenie kangura.

Czy pracowałeś z jakimiś szwedzkimi kucharzami?

Nie, nie ma ich wielu w Australii. Chociaż w naszej restauracji w Sydney był Marcus Samuelsson.

Jesteś słynnym kucharzem z Sydney, dlaczego postanowiłeś przenieść się w 2011 roku do Londynu i tam otworzyć restaurację?

Jako osoba twórcza jestem szczęśliwy, gdy moje życie nie jest zbyt wygodne. Z moją działalnością w Australii zrobiło mi się wygodnie, więc chciałem spróbować czegoś nowego, poczuć się trochę mniej wygodnie.

Notting Hill to wspaniałe miejsce, ale czy jest jakiś konkretny powód, dla którego właśnie tam postanowiłeś otworzyć swoją pierwszą restaurację Granger & Co?

Moja żona Natalie mieszkała tu 20 lat temu, więc przyjechaliśmy tu i znaleźliśmy dobrą szkołę dla dzieci. To proste sprawy - chcieliśmy móc odprowadzać dzieci do szkoły na piechotę, chodzić do Hyde Parku. Jako że wychowałem się w Australii, to uwielbiam poranne spacery. Tam można chodzić po plaży, ale dobry park też jest świetny, więc teraz chodzę przez Hyde Park.

W Australii słyniesz z pogodnego i energicznego podejścia do gotowania. Czy potrafisz zachować to nastawienie po przeprowadzce do Londynu?

Tak, chociaż przyjazd w połowie lutego nieco to utrudnia! Ale nawet wtedy chcę gotować, jakby było lato ze słońcem wdzierającym się przez okna - nadal codziennie muszę mieć sałatkę. Kiedy jest chłodniej, tym bardziej potrzebuję świeżego, lekkiego pożywienia, by nabrać energii.

Co zobaczymy w Kuchnia Billa: Notting Hill?

To seria 10 odcinków kręconych w moim domu w Notting Hill, która pokazuje, jak stworzyłem dom po przeniesieniu się na drugi koniec świata. Mówi o tym, jak zapuściłem tu korzenie dzięki gotowaniu, poznawaniu sąsiedztwa i otworzeniu restauracji.

Czym ten serial różni się od innych tego rodzaju programów?

Ma bardzo osobisty charakter, akcja rozgrywa się w moim domu, jest nie o restauracyjnym jedzeniu, lecz o potrawach, które uwielbiam na co dzień gotować dla mojej rodziny. Staram się zaprosić widzów do środka i podsunąć im rozwiązania do zastosowania w codziennym gotowaniu. Jestem zarówno profesjonalnym, jak i domowym kucharzem, a ten program pokazuje mnie zdecydowanie jako kucharza domowego.

Na jakich tematach skupiasz się w Kuchni Billa: Notting Hill?

Opowiadam o odkrywaniu tego, co w sąsiedztwie. W Notting Hill świetne jest to, w promieniu zaledwie kilku kilometrów można znaleźć tyle fantastycznych rzeczy. Ta dzielnica to ważna część Londynu, który przechodzi rewolucję kulinarną, a w naszym sąsiedztwie można poznać świetne historie o tym, co teraz dzieje się w świecie jedzenia - i w mojej kuchni!

Twój program skupia się na szybkich i łatwych, a mimo to dobrych i smacznych daniach. Jakich wskazówek udzieliłbyś kucharzom-amatorom i osobom wydającym kolacje?

Nie próbujcie robić zbyt wiele. Nie chodzi przecież o to, żeby się stresować, nie mieć czasu na prysznic i siedzieć w kuchni całą noc. Najlepiej przygotować wcześniej coś, co potem wystarczy włożyć do piekarnika, a nie kroić składniki w ostatniej chwili. Ja robię wcześniej sałatkę, nie dodaję dressingu i wkładam ją do lodówki, a potem coś do upieczenia na dużej tacy albo curry do wrzucenia do piekarnika.

Co było inspiracją dla tego nowego programu?

Chciałem wyrazić swoje uwielbienie dla mojego nowego domu w Londynie, oddać hołd Notting Hill i temu wielkiemu, dynamicznemu miastu, które dopiero zaczęło naprawdę odkrywać jedzenie. Trzydzieści lat temu raczej nie dałoby się powiedzieć, że jedzenie jest ważną częścią życia mieszkańców Londynu, ale teraz okazuje się, że jedzenie jest znaczącym elementem życia towarzyskiego, zwłaszcza dla młodszych osób. Któregoś dnia kręciliśmy na ulicznym targu z jedzeniem na South Bank i obserwowaliśmy tę energię, tych ludzi spędzających miło czas. Jedzenie stało się ogromnie ważnym elementem tego miasta.

Jakie były przyjemne chwile, trudne momenty i wyzwania podczas filmowania tego programu?

Jasne strony to zawsze gotowanie i filmowanie moich przepisów. Pracuję z niewielkim zespołem, z którym robiłem też poprzednie programy, więc czułem się prawie tak, jakbym pracował z rodziną. Te trudniejsze momenty i wyzwania to na przykład gotowanie dla mojej rodziny po długim dniu zdjęciowym, kiedy jest się zmęczonym, a dom zmieniony jest w plan filmowy. Często chomikowałem coś podczas filmowania, żeby potem nakarmić rodzinę. Ale trzeba przyznać, że bliski kontakt z żoną i dziećmi podczas filmowania też był pozytywnym aspektem tej sytuacji.

Jakie są z twojego doświadczenia podstawowe zasady, cechy i wiedza potrzebne początkującym kucharzom, którzy chcieliby występować w telewizji?

Nie rezygnujcie z regularnej pracy! Trzeba gotować i lubić to. Mam szczęście, że mogę to robić. To mój piąty program telewizyjny. Zawsze staram się cieszyć nim tak, jakby miał być ostatni. Trzeba lubić to, co się robi na co dzień i lubić rzemiosło gotowania, a jeśli pojawi się szansa występu w telewizji, to świetnie.

Czy przeprowadzka do Londynu dostarczyła ci inspiracji do nowych dań albo nowego sposobu gotowania?

Z pewnością. Inspirują mnie podróże, jadanie poza domem i otoczenie pełne nowych bodźców. Wychowałem się na angielskim jedzeniu i pieczeni na obiad, ale pełne zrozumienie, skąd pochodziło jedzenie mojego dzieciństwa sprawiło, że spojrzałem w przeszłość i bardziej je doceniłem. Jedzenie, na którym się wychowałem, było kompletnie nieodpowiednie na warunki australijskie, ale jest absolutnie odpowiednie w Anglii i chłodniejszym klimacie. Dzięki odwiedzinom w domach znajomych i na wsi zacząłem o wiele lepiej rozumieć angielskie jedzenie i potrawy mojego dzieciństwa.

Masz obecnie restauracje w Australii, Japonii i Londynie. Czy klienci z różnych rynków mają podobne upodobania, czy może bardzo różny gust?

W ogóle nie zmieniamy menu w zależności od rynku. Płatki śniadaniowe i muesli nie cieszą się zbytnią popularnością w Japonii, ale za to tamtejsi klienci uwielbiają jajecznicę, naleśniki i ciastka z ricottą. Myślę, że w dzisiejszych czasach trudno byłoby znaleźć miłośnika jedzenia, który ograniczałby swoje zainteresowania do dań, na których się wychował.

Jakie masz plany na 2013 rok? Więcej książek, programów kulinarnych w telewizji?

Otwieramy restaurację na plaży Waikiki w Honolulu na Hawajach. To największa nowina. To wspaniałe miejsce, gdzie mieszają się wpływy kuchni azjatyckiej i zachodniej. Bardzo inspirujące i interesujące miejsce, z prawdziwą duszą. Więc nie mogę doczekać się wyjazdu - i pogody z 28 stopniami każdego dnia!

Skąd twoja pasja do sztuki gotowania? Co lubisz w gotowaniu?

Jedzenie, apetyt, chęć próbowania nowych potraw i ich gotowania. Na początku podobało mi się gotowanie, bo jako osoba o zamiłowaniu artystycznym lubiłem ten proces twórczy, ale z czasem zacząłem lubić fakt, że gotuję dla innych ludzi i że ich uszczęśliwiam.

Jak pozostać nowatorskim w branży kulinarnej? Jak odświeżać menu?

Sekret pracy z klientami polega na tym, że oni chcieliby widzieć zmiany w swoich ulubionych restauracjach, ale zmian nie chcą. Trzeba nieustannie wprowadzać zmiany. Czasem robię to zbyt szybko, a czasem zbyt wolno. Moje restauracje wyrażają mnie i mój osobisty gust. Kiedy otwieram nową, znajdzie się w niej to, o czym w danej chwili myślę, a potem przesączy się to również do pozostałych moich lokali. Bez przerwy obmyślam je na nowo.

Czy masz jakieś porady kulinarne dla naszych czytelników, którzy żyją intensywnie w tym dynamicznym mieście?

Miejcie dobrze zaopatrzoną spiżarnię. To jest świetne w dużym mieście, że można zrobić zakupy przez Internet i są one dostarczane do domu. Dobrze zaopatrzona spiżarnia to połowa sukcesu w tworzeniu pysznego posiłku.

Jako kucharz dużo musisz podróżować, odkrywając różne smaki i potrawy. Czy byłeś w RPA, a jeśli tak, to co ci najbardziej smakowało? A jeśli nie, to co myślisz o kuchni afrykańskiej?

Tak, miałem okazję odwiedzić RPA i pracować z południowoafrykańskim kucharzem Justinem Bonello. Świetnie nam się pracowało. Przyrządzał dla mnie różne niesamowite rzeczy, na przykład kiełbaski boerewors znad ogniska.

Twoje hasło to „lekkie, proste i niewyobrażalnie pyszne”. Skąd się wzięło i jaka była inspiracja dla tej filozofii gotowania?

W pierwszej kawiarni, w której pracowałem nie było właściwie kuchni, tylko mała kuchenka, więc wszystko musiało być świeże. A ja chciałem, żeby jedzenie było proste i lekkie. Chciałem przygotowywać dobre jedzenie w rozsądnej cenie, a żeby to osiągnąć, trzeba było unikać nadmiernej pracy - włożyć, pokroić, doprawić. Tak lubię jadać - lekkość i świeżość z nutą przypraw. Potem to rozwijałem i udoskonalałem, a pojawienie się dzieci jeszcze przyspieszyło ten proces.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Z wielu różnych miejsc - od mojej rodziny, z restauracji i gotowania tego, co moi klienci chcą jeść, z podróży, jedzenia poza domem, czytania o jedzeniu i od moich dzieci, z ich upodobaniami kulinarnymi.

Czy jest jakaś potrawa, która podsumowuje twój styl gotowania?

Jajecznica - trzy składniki, robi się ją w pięć minut i jest świetną nową wersją klasycznego dania.

W jakim miejscu na świecie najbardziej lubisz jeść i dlaczego?

W River Café w Londynie - nie czuję się tam jak w restauracji, ale jakbym przychodził do domu na obiad do najbogatszego z przyjaciół - wszystko wygląda elegancko, wszyscy wyglądają rewelacyjnie, jest w tym jakiś przepych, który bardzo lubię, a jedzenie jest wspaniałe. Albo Sushi Saito w Tokio - sushi idealne.

Wymień pięć produktów, bez których nie wyobrażasz sobie życia.

Oliwa z oliwek extra virgin, sól morska, cytryny, suszone chilli i sos sojowy.

Czy masz w Londynie jakieś ulubione miejsce, w którym kupujesz produkty?

Targ Portobello lub którykolwiek z targów z jedzeniem w mieście.

Dlaczego zdecydowałeś się zamieszkać w Londynie?

Londyn doświadcza właśnie rewolucji kulinarnej i nie ma bardziej inspirującego pod tym względem miejsca na świecie. Samo Notting Hill ma wszystko - od furgonetek z jedzeniem po wytworne lokale, od straganów targu Portobello po restaurację The Ledbury [uhonorowaną dwiema gwiazdkami Michelina]. Ma miejsca eleganckie i miejsca zrelaksowane. Londyn ciągle ewoluuje, ciągle się zmienia.

Czy masz jakieś ulubione brytyjskie danie?

Truskawki ze śmietaną.

A jakąś potrawę, której nie lubisz?

Pieczone podroby - nie lubię ich ani trochę! Albo pudding z wołowiną i cynaderkami - wytrawne puddingi nie przemawiają do mnie. Zapiekanka - tak; wilgotny pudding - nie.

Czy masz jakąś ulubioną potrawę, którą jesz z poczuciem winy?

Raczej nic, co jem, nie wywołuje we mnie poczucia winy. Ale mam wielką słabość do czekolady.

Czy jest wśród twoich przepisów taki, który lubisz najbardziej?

Na przykład curry z kurczakiem i trawą cytrynową, które w tym programie jest ulubionym daniem mojej rodziny. Ale prosić o wybranie jednego dania to tak, jakby prosić o wybranie ulubionego dziecka - wszystkie mogą wypaść z łask, a potem do nich wrócić.

Czy wypróbowujesz na rodzinie potrawy?

Ciągle. Ostatnio przygotowałem dla dzieci danie z kuropatwy, bo akurat to miałem, a następnego dnia moja żona Natalie spytała: „Czy dziś na obiad możemy zjeść coś, co nie jest wyzwaniem?”. Moja rodzina jest bardzo cierpliwa i próbuje wszystkiego, ale czasem chcą czegoś prostego - „nie będącego wyzwaniem”, jak to ujmują.

Jaką książkę kucharską każdy kucharz powinien mieć na półce?

Zależy od kraju. W Wielkiej Brytanii podstawa to Delia [Smith], w Australii - Stephanie Alexander. Dla Włochów - Marcella Hazan. To wszystko świetne klasyczne autorki. I oczywiście moją książkę!

Jakiej rady udzieliłbyś domowym kucharzom zainspirowanym twoim stylem gotowania?

Zrelaksujcie się podczas przyrządzania prostego jedzenia. Pamiętajcie, że prostota to najłatwiejszy i najprzyjemniejszy sposób gotowania. Bywa, że ludzie boją się gotowania i zapominają, jaką ono jest przyjemnością. Jeśli jadamy poza domem, to gdy czasem przygotujemy sobie coś samodzielnie, rezultaty mogą być rozczarowujące. Ale po prostu znajdźcie przepisy, które wam odpowiadają i ćwiczcie. I na pewno warto mieć dobrze zaopatrzoną spiżarnię.

Co przyrządziłbyś na romantyczne spotkanie?

Coś luksusowego - stek wołowy lub homara z grilla. Do tego szampan, sałatka i na deser czekolada. Nic ciężkiego.